wtorek, 21 lipca 2015

Zimowe Mistrzostwa Polski Masters w Pływaniu. Kraków 2013.



Mistrzostwa Polski W Pływaniu Masters to już najwyższa półka w pływaniu post-zawodniczym na pewno jeszcze wyższa niż Mistrzostwa Polski Lekarzy W Pływaniu. Choć na tych ostatnich nie brak wspaniałych zawodników, którzy należą do czołówki krajowej pływaków w ogóle (nie tylko lekarzy), że wymienię „ze starszych” (wiek biologiczny jest absolutnie niższy od kalendarzowego) Grzegorza Stanka, Andrzeja Pasiecznego i Roberta Lorkowskiego to jednak na Mistrzostwach Polski Masters pływają sami tacy nich „zawodowcy”, pod warunkiem że mają >25 lat i zakończyli karierę zawodniczą w kadrze. Tym samym można na nich spotkać dawniejszych i niedawnych mistrzów, znane nazwiska, medalistów krajowych i międzynarodowych z minionych i bardziej współczesnych lat. Pytanie co taki amator bez przeszłości zwodniczej robił na tych mistrzostwach ? Otóż starałem się tylko dotrzymać kroku zawodnikom w mojej kategorii 50-55 i nie być absolutnie ostatnim. Kto mnie na to namówił (bo sam w życiu nie wszedłbym do pływackiej „jaskini lwa”) ? Ano wspaniały pływak tarnowski Przemek Jurek (to pierwsze to imię), parę lat temu mój pacjent, którego operowałem po ciężkiej kontuzji kręgosłupa, który nie dość że wyszedł z tego cało ale …  wrócił do pływania i swojej kategorii 30-35 jest obecnie najlepszym kraulistą w Polsce na 400 m i 1500 m (to także moje ulubione dystanse) a teraz także triatlonistą i nie omieszkam bałwochwalczo napisać „chodząca reklamą” moich osiągnięć chirurgicznych. Przemek układał mi ostatnio treningi a i wpadał rano o 06:00 na pływalnię aby bezpośrednio trzymać na mnie „trenerskie oko” i osobiście „dawać popalić” lub jak kto woli wyciskać pot i łzy.
Co do mojego pierwszego startu w Mastersach to pływanie wśród śmietanki pływackiej kraju jest nie tylko rodzajem zaszczytu i przyjemności ale także nieprawdopodobnie mobilizujące. Mimo ze nie zdobyłem żadnego miejsca w czołówce (nawet tej bliżej końca stawki) to poprawiłem dwa wyniki życiowe na moich ulubionych dystansach: na 1500m kraulem (26:07.90), 400m kraulem (6:22.76). Całkiem nieźle popłynąłem 50m kraulem  (33.41) oraz 100m kraulem z wynikiem 1:18.06 (tylko raz, w 2011 popłynąłem szybciej setkę). Napisać że byłem zadowolony to byłoby mało …  tym bardziej, ze startowałem jako członek tarnowskiej grupy pływaków Tarnowskie WOPR Masters … dostałem firmowy dres i koszulkę i …. poczułem się niemal kadrowiczem olimpijczykiem. Obiecałem sobie że Mistrzostwa Polski Masters „wejdą do mojego kalendarza” obok tradycyjnie już Mistrzostw Polski Lekarzy W Pływaniu. Dodam tylko  jeszcze „nasi tarnowscy” zdobyli liczne medale i stali na najwyższym podium. Zaś wymienieni wyżej moi koledzy lekarze startujący w Krakowie  w ramach innych klubów Masters także zdobyli medale w tej wyśmienitej stawce blisko 600 zawodników.

Grupa Tarnowskie WOPR Masters. Przemek Jurek i ja trzymamy się za ramię w tylnym rzędzie.

niedziela, 19 maja 2013

 
IX MISTRZOSTWA POLSKI  LEKARZY W PŁYWANIU, Dębica 2013
Relacje z mistrzostw w 2012 roku pominąłem. Może dlatego, że nie poprawiłem moich osiągnięć życiowych na żadnym z dystansów choć i tak zdobyłem medale. Czy rzeczywiście był to dobry powód, żeby przemilczeć kolejną relację. Na pewno nie, przecież nie o to chodzi by złapać króliczka ale by gonić go. Inaczej mówiąc z uprawiania sportu powinna być przyjemność. I tak jest w moim przypadku. Oprócz tego ma z tego być zdrowie. To jeszcze lepszy powód. I to nie tylko zdrowie fizyczne. Bo psychiczne idzie z tym w parze. Już w starożytności powiadali: „w zdrowym ciele zdrowy duch”. No i do tego ćwiczenie charakteru i siły woli. Taki codzienny reżim z pobudką skoro świt (który zimą wypada dla mnie w środku nocy) i „dawaniem z siebie wszystkiego” na treningu pozwala mi codziennie zebrać się w garść przed pracą i przystąpić do niej z werwą i energią oraz uwolnioną do krwiobiegu adrenaliną. I to mi pomaga w pracy. Jakby na tę moją pracę nie patrzeć jest w jakiejś mierze fizyczną i do tego połączoną ze stresem i napięciem. Zatem można część tej adrenaliny uwolnić przez wentyl bezpieczeństwa na pływalni. Wspomniałem o tym króliczku ale …. kiedy przez cały rok trenujesz i poprawiasz niedociągnięcia w technice, dynamikę i wytrzymałość itd. to chciałoby się widzieć jakiś wymierny efekt tej pracy czyli … wynik napawający satysfakcją. I nie myślę tu o medalu czy dyplomie tylko o zwyciężeniu samego siebie, czyli zrobieniu lepszego wyniku niż na poprzednich mistrzostwach. I to jest dopiero frajda !!! Tym większa jeśli wiesz, że poprawiasz wynik będąc o rok starszy co w moim wieku znaczy wiele. W zeszłym roku miałem powód aby sądzić, że doszedłem już do bariery wiekowej, poza którą raczej powinienem się cieszyć, że mam podobne wyniki niż dawnej a nie  „nastawać” na poprawienie własnych rekordów. Ale postanowiłem sobie udowodnić, że ta bariera jeszcze da się trochę przesunąć, choćby o roczek.

Od lewej: Prof Tomasz Rechberger, ginekolog Lublin, Autor tego bloga, dr Zenon Dul, dr Krzysztof Kawecki, kardiolog, Bydgoszcz, prof Janusz Schabowski.
I z takim mocnym postanowieniem trenowałem przez miniony rok. Tuż przed zawodami zintensyfikowałem treningi do dwóch dziennie i …. okazało się, że to wszystko na nic. Im bliżej zawodów tym gorsze czasy uzyskiwałem na treningach. Czy może być coś bardziej demobilizującego ? Poszedłem jednak po rozum do głowy i postawiłem diagnozę: przetrenowanie. Ostatnie dwa tygodnie przed Mistrzostwami zacząłem pływać na luzie. Nie robiłem pełnej dawki treningowej. A kilka dni przed zawodami w ogóle przestałem pojawiać się na pływalni. Mówicie, że to normalne bo tak robią zawodowi sportowcy: kilka tygodni przed zawodami zero treningu. Na parę tygodni przed dniem "0" nie poprawisz formy. Na to był czas przez cały rok. Do zawodów musisz przystąpić wypoczęty a mięśnie po paro czy kilkunastodniowej przerwie muszą być „głodne wysiłku i żądne  krwi”.  I to się sprawdza. Już pierwszy dystans, który popłynąłem na zawodach, czyli 50 m kraulem udowodnił, że tak właśnie jest. Poprawiłem mój rekord życiowy: 33.2 sekundy. Niewiele brakowało bym „złamał” moje docelowe marzenie na tym dystansie - zejść poniżej 32 sekund. I byłoby tak gdyby nie gogle, które lekko zsunęły mi się z prawego oka po skoku ze słupka. To naprawdę dekoncentruje (na szczęście na moment) bo masz nagle wodę w oku. Ale ten moment trwał na pewno te 0,2 sekundy której mi brakło do granicy marzeń. Ale, ale …. skąd te fochy, przepraszam …. pobiłem własny rekord w wieku 53 lat zapominając na chwilę, że 7 lat wcześniej, będąc dużo młodszy startowałem z pułapu 38 sekund. Te 6 sekund różnicy to przepaść na tak krótkim dystansie jak 5o metrów. Ten wynik dał mi takie wsparcie  psychiczne, że czułem że na tym jednym dystansie nie skończą się moje rekordy. Tak samo jest w życiu, na studiach czy pracy zawodowej. Jedno szczęśliwe wydarzenie, zdany egzamin, udana inwestycja daje Ci psychiczny komfort dzięki któremu bez problemu i nie przygnieciony nadmierną motywacją przenosisz kolejne góry. NADMIERNA MOTYWACJA SZKODZI I GUBI. 
 
Dekoracja za 1500 metrów kraulem w kategorii 45-55 lat.
Zawody w tym roku były niezwykłe także przez fakt, że po raz pierwszy czasy były mierzone elektronicznie i od razu wyświetlanie na telebimie. Tak, że wynurzając głowę z wody widziało się jaki masz czas i który byłeś w swojej serii. Pamiętając jak Michael Phelps wygrał „niesłusznie” 100 m delfinem z Cavicem tylko dlatego, że ten ostatni zbyt lekko dotknął czujnika na ścianie basenu choć na stop klatce widać było że był pierwszy, ja „waliłem” w ten czujnik solidnie. Z każdymi zawodami przybywa nowych zawodników, zwłaszcza w  młodszych kategoriach wiekowych. Trzeba powiedzieć, że nawet olimpiada lekarska w Zakopanem nie gromadzi tylu pływaków co coroczne Mistrzostwa Polski Lekarzy w Dębicy. Co więcej w Dębicy są wszystkie  dystanse a sam basen w Dębicy ma wymiary olimpijskie (50 m) i jest to dodatkowa „atrakcja” i trudność zarazem (jak kiedyś wspomniałem na takim basenie pływa się zupełnie inaczej niż na standardowym – czyli trudniej). 

Kolejnym dystansem który płynąłem to było 200 m zmiennym (50 delfin + 50 grzbiet + 50 żabka + 50 kraul), czyli ciężki dystans. Czas miałem tylko 0,28 sek gorszy od mojego rekordu ale …. niespodziewanie zdobyłem brązowy medal. Tak szczęśliwie zakończył się pierwszy dzień Mistrzostw. Przede mną były jeszcze wyścigi na 100 kraulem, 200 kraulem, 400 kraulem, 1500 kraulem i 50 delfinem. Od razu powiem, że poprawiłem jeszcze swoje rekordy na trzech dystansach: 200 kraulem, 400 kraulem i 1500 kraulem. Te dwa ostatnie dystanse można śmiało nazwać morderczymi: ten pierwszy dlatego, że musisz płynąć niemal sprintersko i to przez 4 setki. Ten ostatni: zaś nie trzeba tłumaczyć, to jest 1,5 kilometra czystego wysiłku. Na tych dwóch dystansach poprawiłem moje wyniki życiowe o więcej niż śmiałem marzyć: a zatem 6:29.85 na 400 metrów 26:34.35 na 1500 metrów. Za 400 m dostałem brązowy medal zaś za 1500 srebrny i to srebro nie tylko w mojej kategorii wiekowej ale i open.
Od lewej Autor bloga, dr Tomasz Dangel anestezjolog, Warszawa, dr Grzegorz Stanek, pulmonolog, Opole

A co w takim razie z królową dystansów pływackich czyli 100 m kraulem. Tutaj osiągnąłem przyzwoity wynik 1:19.19 ale gorszy od mojego rekordu życiowego. Czy mogłem go pobić ? Absolutnie tak. Dlaczego nie pobiłem ? Odpowiedź brzmi: NADMIERNA MOTYWACJA. Było jeszcze 50 metrów Delfinem i tutaj mój wynik 42.20 był lepszy niż na treningach ale mój rekord jest o 0,6 sek lepszy. Tutaj zawiodła mnie strategia: postanowiłem opóźnić wypłyniecie spod wody po skoku ze słupka aby zyskać przewagę nad konkurentami. Uwierzyłem, że mam kick nogami pod wodą tak mocny jak jakiś Phelps, zrobiłem ich aż dziesięć i kiedy wypłynąłem nie byłem bynajmniej pierwszy. Ale była to znakomita lekcja taktyki i techniki.
Nie mogę wspomnieć o ważnym aspekcie tych mistrzostw. Ostatni dzień Mistrzostw był poświęcony jednemu z najlepszych pływaków wśród lekarzy, naszemu Koledze Krzyśkowi Kaźmierczakowi, radiologowi z Łodzi, który zmarł jesienią po ciężkiej chorobie. Ostatni dzień zawodów był poświęcony  jemu i nazwany był Memoriałem Krzysztofa Kaźmierczaka. Tego dnia wszystkie medale wręczała jego żona, która była obecna przez cały czas zawodów.
Dr Katarzyna Dobroś, stomatolog, Kraków i  Autor bloga
Podsumowując: udane mistrzostwa, wielka satysfakcja i … rozbudzona ochota by poprawić moje rekordy na następnych Mistrzostwach mimo ze znowu będzie rok więcej na karku. Ale … dopóki piłka w grze jak mawiał klasyk polskiej piłki nożnej Kazimierz Górski

wtorek, 3 maja 2011

Mistrzostwa Polski Lekarzy w Pływaniu Dębica 2011


Zobacz takze krótki video-clip z wyścigu na 1500 m http://youtube.com/watch?v=_ZmQ00RDIJ0


W dniach 28-30 kwietnia 2011 odbyły się w Dębicy na basenie olimpijskim kolejne VII juz mistrzostwa Polski lekarzy w pływaniu. Relację z ubiegłorocznych mistrzostw oraz historię jak na nie trafiłem znajdziecie na stronie http://www.andrzejplywanie.blogspot.com/.



Tegoroczne mistrzostwa mogłbym podsumować (przepraszam ze tak bałwochwalczo) następująco:



Latka lecą a wyniki coraz ... lepsze !!!



Swoją 50-tkę uczciłem rok temu bijąc swoje rekordy zyciowe i byłem juz na 100% pewien ze zrobiłem to ostatni raz w moim zyciu bo z wiekiem raczej ubywa tęzyzny a tu proszę !!! W tym roku ponownie poprawiłem moje "zyciówki" na 50 kraulem, 100 m kraulem, 400 m kraulem, 1500 m kraulem i 200 m zmiennym. Na 400 metrow kraulem zdobylem brązowy medal w mojej kategorii (46-55 lat).



To efekt treningu który zmodyfikowałem po ostatnich mistrzostwach (z wytrzymałościowego czyli aerobowego przesunąłem go lekko w kierunku anaerobowego czyli po pisząc po ludzku siłowego). Niestety tegoroczne wyniki tak sobie wyśrubowałem, ze chyba juz ich nie poprawię za rok ale ... nie o to chodzi by złapać króliczka ale by gonić go.



No to moje wyniki z tych Mistrzostw:



Kraul 50 m 33.34 sek, Kraul 100 m 1:17.64 , Kraul 400 m 6:37.76, Kraul 1500 m 26:52.88, Zmieny 200 m 3:55.00, Delfin 50 m 44.45 sek (tutaj niestety sekunde gorzej niz rok temu ale ... będzie nad czym popracować)



Na tych mistrzostwach część dystansów popłynąłem w krzykliwie rózowych spodenkach pływackich (takie profesjonalne spodenki do kolan uzywane przez plywaków zwą się po angielsku "jammers" - w jezyku polskim nie znalazłem odpowiednika)

Reprezentacja Okręgowej Izby Lekarskiej z Łodzi z którą uwieczniłem się w moich rózowych "jammer'ach" . Gacie te zdobyłem z jednego sklepu internetowego w USA w czym pomogła mi nasza kolezanka Iza B z Chciago :-)

sobota, 24 kwietnia 2010

Mistrzostwa Polski Lekarzy w Pływaniu - 2010 - Dębica 22-24 kwiecień

To moje czwarte mistrzostwa. Zaczęło się w 2007 roku kiedy zostałem poproszony przez neurologa Pana doktora Ciepielę o wygłoszenie wykładu na konferencji naukowej organizowanej w Dębicy razem z zawodami pływackimi. Mialem tam mówić o leczeniu kręgosłupa. Doktor Ciepiela odpowiadał za konferencję zaś za same zawody jego kolega Pan dr Janusz Bieniasz. Ten ostatni namówił mnie abym zabrał ze sobą slipy i popłynął z zawodnikami. Ponieważ od kilkunastu lat regularnie pływam na pływalni rano przed pracą, to uznałem, że warto zmierzyć się z innymi kolegami po fachu. W mojej naiwności nie przypuszczałem, że wchodzę do jaskinii lwa. Moi rywale to i owszem lekarze ale .... z przeszłością zawodniczą. Większość z nich to znakomici pływacy, ktorzy w czasach młodości pływali jako zawodnicy odnosząc całkiem spore sukcesy. Pasja do pływania pozostała im do dzisiaj. Wielu z nich do dziś regularnie trenuje i bierze udziała w zawodach tzw mastersów (czyli "emerytowanych zawodników"). Ale cóz to za emeryci !!!! W dalszym ciągu w przyzwoitej formie i nadal zdobywający tytuły i trofea na zawodach mastersów.
Wyścig na 50 metrów delfinem


Ja "biedny" amator bez przeszłości zawodniczej mam jednak wielką frajdę i przyjemność pływając z takimi zawodnikami. Mistrzostwa Polski Lekarzy w Pływaniu organizowane co roku w Dębicy (obecnie juz poraz szósty) ściągają lekarzy obu płci w różnym wieku z różnych stron kraju. Zawody są organizowane zgodnie z regułami sztuki: profesjonalna kadra sędziowska i wyniki oficjalnie notowane przez Polski Związek Pływacki. Startujacy podzieleni są na kategorie wiekowe (I kat: 25-35, II kat: 35-45, III kat: 45-55, IV kat: 55-65, VI kat: >65). Mimo rywalizacji panuje miła atmosfera przyjaźni i koleżenstwa. Zawodnicy udzielają sobie rad i cieszą się z sukcesów tak wlasnych jak i rywali. Nawet jeśli jesteś amatorem jak ja z niezbyt imponującymi wynikami to i tak dostaniesz gratulacje albo słowa uznania za to, że poprawiłeś swój osobisty życiowy rekord albo uzyskałeś lepszy wynik niż rok temu. Walczysz i rywalizujesz nie tylko z konkurentami ale i samym sobą. Cieszy mnie, że moi koledzy i rywale zauważają moje postępy w pływaniu i wyrażają swoje uznanie dla moich osiągniec. To mnie motywuje i sprawia wielką przyjemność. W tym roku udało mi się wyrwać tym rekinom brązowy medal.


Brązowy medal za 400 metrów kraulem - 3 miejsce


Regularne uczestnictwo w dębickich mistrzostwach zmotywowało mnie do traktowania mojego porannego pływania jako formy treningu. Z roku na rok zacząłem uzyskiwac w Dębicy coraz lepsze wyniki i poszerzać zakres dystansów i stylów. Moje 50 urodziny które obchodzę w tym roku obiecałem sobie uczcić nowymi osobistymi rekordami na zawodach. Choć wydawało mi się, że na ostatnich mistrzostwach rok temu wyśrubowałem je do granic możliwości to nie straciłem ducha walki i motywacji i cały miniony rok od tamtych mistrzostw uczciwie i rzetelnie trenowałem. Dzień w dzień (z wyjątkiem wekendów i wakacji) pobudka o 05:15 aby o 06:00 juz byc w wodzie. Dwa lata temu za radą moich kolegów rywali z mistrzostw, udoskonaliłem mojego kraula (ćwiczyłem odmianę stylu Total Immersion z książki i kasety DVD, ktore podpowiedzieli mi). Zaś przez ostatni rok trenowałem: (a) 1500 m kraulem - bo po ostatnich mistrzostwach postawiłem sobie cel aby w 2010 popłynąć ten dystans poraz pierwszy na zawodach i (b) delfina bo takze i w tej konkurencji postanowiłem wystartować w 2010. W ciagu ostatnich miesięcy nauczyłem się "stylowo" pływać delfinem i doszedłem do etapu ze mogę przepłynąc nim 50 m. Poniewaz pływanie na basenie olimpijskim o długości 50 m (takim jak w Dębicy) jest znacznie trudniejsze niż na krótkim, to kilka treningów przed zawodami zrobiłem sobie w Dębicy.



Na podium za 400 metrów kraulem


Mogę powiedzieć jednym zdaniem: moją 50-tke godnie uczciłem na tych mistrzostwach. Poprawiłem moje czasy zyciowe: na 50m kraulem (35,78 sek) i 100m kraulem (1:20.34), zdobyłem brązowy medal na 400m kraulem w mojej kategorii wiekowej (7:02.64), przepłynąłem 1500m kraulem (28:15.19) i nie byłem bynajmniej ostatni, poraz pierwszy na zawodach popłynąłem delfinem na 50m (43.53) oraz kraulem na 200m (3:12.82) i wreszcie ostatniego dnia zawodów wystartowałem na 200m zmiennym (to jest sekwencja: 50m delfinem+50m grzbietem + 50m żabką + 50m kraulem) który to dystanas przepłynąłem i będe mógł poprawiac jego czas w przyszłym roku. Rozkokosiłem się na tyle, że jeszcze w tym roku we wrześniu zamierzam pojechać do Zakopanego na coroczną Olimpiadę Lekarską gdzie wśród dyscyplin jest także pływanie. Wstydliwie nie zestawiam moich wynikami z rekordami zawodowców na tych dystansach ale ... spróbujcie przepłynąć te dystanse w takim czasie jak ja :-)